Bardzo się bałam, że Organizatorzy Mud Maxa zawiodą, bo początki mają to do siebie, że nie wiadomo do końca jak wypadną. Zdarzają się wpadki, rozczarowania i niedociągnięcia. Przy coraz lepiej rozwijającym się w Polsce rynku biegów survivalowych poprzeczka jest naprawdę wysoko postawiona!
Jednak to co się działo przed biegiem, w jego trakcie i po przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Jedno wielkie WOW.
Próbowałam się do czegoś przyczepić, ale serio nie za bardzo jest do czego..
Może jakieś strzałki na trasie oprócz, folii..
Może jakaś lepsza firma cateringowa do pasta party…
Może mniej „przejrzyste” szatnie..
Moja znajoma powiedziałaby, że brak luster to problem.. 😉
No i może to, że Mud Max’owe koszulki, dostawaliśmy nie przed biegiem, ale po. Wiem, że wiele osób chciało w nich pobiec. Były bawełniane więc Organizatorzy z troski o nie i nas wręczyli je dopiero po biegu 😉
bardzo śmieliśmy się z tej nazwy !
Według GPS”u kolegi z trasy, wyszło 9 km, a nie 7 jak obiecywali Organizatorzy, ale nie przesądzam gdyż nie miałam swojego Polara, który by to rzetelnie zmierzył 😉
Pierwszą przeszkodą było przejście przez jezioro. Czyli już na wstępie, na następne 7 km biegu i walki z przeszkodami byliśmy cali mokrzy. Dooobre.;)
Kolorowy dym. Tak wyglądał moment startu. Nie było przepychanek- na trzy fale było ok. 200 osób.
gdzieś tam we mgle – to ja.
Biegłam razem z Wiktorem ( zielona koszulka Boot Camp’u) , stworzyliśmy zgramy team i świetnie się uzupełnialiśmy w błotnych potyczkach !
Nasza fotograf – Ola stanęła na wysokości zadania ! Udało jej się złapać na fotkach nie tylko nas, również piękną florę i faunę Farmy Makedońskich. Propo samej farmy, dojazd autem w to miejsce jest konieczny. Żadna inna komunikacja nie wchodziła w grę. Co za to?? Piękne widoki, świeże powietrze, dużo „czystego” błota 😉
Nasza nowo poznana i pozytywnie zakręcona koleżanka z Białegostoku – Magda ( była uśmiechnięta i wyglądała pięknie na całej trasie biegu ! 😉
radość w „czystej” postaci !
Zasieki i druty. W pewnym momencie było nam już wszystko jedno, żadna woda i błoto nie robiły na nas wrażenia. Po prostu śmialiśmy się w głos i świetnie bawiliśmy !
Każda z Nas była miss mokrego ( sic! ubłoconego) podkoszulka. Z ubłoconą twarzą, w mokrej koszulce i legginsach wyglądałam naprawdę olśniewająco. No lepiej wypaść nie mogłam !
Praca zespołowa to bardzo ważna sprawa, którą idealnie widać przy pokonywaniu rampy. Moja tolerancja na ilość facetów którzy zmacali mój tyłek tego dnia ( w szlachetnych celach co prawda) sięgnęła zenitu ! 😉
moja kobieca logika – ” wejdę bokiem”
Jedna z trudniejszych przeszkód 😉
Browar na mecie nie był koniecznością w tym biegu ! 😉
Mina Wiktora mówi : ” Patrzcie w tle, ta lina taka dłuuga była, tyle błota, kiedy następny bieg ?! ”
kebab.
Bardzo lubię te folię. Lubię wyglądać jak kebab, mieć włosy usztywnione błotem i ogólnie rzecz biorąc : mieć wyczesane na to jak wyglądam. Po prostu czuć się świetnie i przednio się bawić !
” hot stuff „
Takie widoki…silni faceci gotowi podać Ci pomocną dłoń !
Jak już wbiegłam na tę metę byłam na totalnym endorfinowo- adrenalinowym haju i wszystkiego do dziś dokładnie nie pamiętam. Wszyscy coś do mnie mówili, tu folia, tam rozdawanie koszulek, piąteczki, gratulacje, ścianka..Jak na przyzwoitą bloggerkę przystało – musiałam trochę pogwiazdorzyć na ściance. Jedne z efektów w tym filmiku ( początek) oraz tu, baardzo flow bo plącze mi się język <link drugi>
Piękne medale, świetna organizacja, duużo natury, ciekawe przeszkody to wszystko sprawia, że nie mogę doczekać się kolejnych edycji Mud Maxa i już dziś zapisuję się na październikową edycję w Bieszczadach 😉